PL EN

6 spódnic w Afryce - część 3

Kapsztad i okolice, gdzie spędziliśmy 5 dni jeżdżąc, chodząc, zdobywając szczyty i leniwie odpoczywając na dzikich plażach... Biało-czerwona flaga powiewała dumnie nie tylko w górach Drakensberg, ale także na Cape Point i Przylądku Dobrej Nadziei, gdzie pomiędzy innymi turystami dawaliśmy się poznać i odczuć jako grupka z Polski z "tą" wielką flagą, która zawsze towarzyszy mi w takich momentach. Odwiedziliśmy dzikie plaże pełne białego piasku i cudownych, krystalicznych, szmaragdowo-szafirowych wód Oceanu Atlantyckiego... no a później jeszcze dla dopełnienia zaliczyliśmy tereny pingwinów z ich naturalnymi gniazdami, gdzie wylęgają się następne pokolenia tych pięknych, biało-czarnych ptaków. Kapsztad pełen swych uroków dał się nam poznać przez dzień i nocą... Kolory i dźwięki muzyki na Water Front... Pyszne morskie potrawy które jedliśmy w przeróżnych restauracjach dopełniały zawsze nasz koniec dnia i pozostawiały wspomnienie różnych "kuchni" świata tutaj - na końcu tego afrykańskiego kontynentu...

Oczywiście musieliśmy wypuścić się na tereny winnic, upraw oliwek i owoców cytrusowych, które otaczają i rozciągają się na północ, południe i wschód od Kapsztadu... Piękne małe miasteczka z tradycjami różnych kultur europejskich pierwszych osadników, pełne atmosfery i historii z XVII wieku, która do czasów obecnych jest tam odczuwalna poprzez zachowane budownictwo i charakterystyczną architekturę. Momentem kulminacyjnym były w czasie tego pobytu winiarnie i testowanie winka... My odwiedziliśmy jedną z mniejszych winiarni, ale za to z cudowną atmosferą i brakiem tłumów turystów odwiedzających te okolice. Przed nami widok na pola rosnących winogron, dzikie konie pasące się nieopodal a my w cieniu wielkich starych drzew byliśmy częstowani kolejnymi gatunkami wina, które zostało zrobione na terenach tej winnicy... Relaks, widoki, pogoda pełna słońca i my popijający winko z donoszonymi zakąskami z dziczyzny i egzotycznych ryb... Czego trzeba nam więcej, żeby poczuć się szczęśliwymi i pełnymi spokoju :)

Ten rodzaj relaksu był nam potrzebny, bo następnego dnia ruszyliśmy na naszą pustynię Tankwa, gdzie spędziliśmy następne 3 dni jeżdżąc, chodząc i wdrapując się na okoliczne szczyty przełęczy z widokiem na całą okolicę. Bez prądu, zasięgu telefonicznego i z dala od reszty świata... Był to inny etap podróży, ale jakże piękny i pełen wspomnień dla tych, którzy to miejsce odwiedzili. Afryka ze swoim pięknem i kontrastam, moje RPA, którym się dzielę z odwiedzającymi ten kraj, moja druga ojczyzna - miejsce i kraj, który pokochałam na zawsze