PL EN

Kwa Zulu Natal…16 dni w RPA - część 1


RPA po raz drugi

Mija już miesiąc odkąd wróciłam z wakacji. Ciagle wspomnienia są świeże. Gosia napisała, że RPA to jej druga ojczyzna. Pokochała ten kraj całym sercem. I wcale się nie dziwię. Ja powróciłam do RPA po 18 miesiącach. Tym razem mój pobyt był inny niż ten za pierwszym razem. Poprzednio mieliśmy końcówkę lata, tym razem początek wiosny. Poprzednio zwiedzaliśmy tę część kraju od strony Atlantyku aż po Przylądek Dobrej Nadziei - teraz naszym celem był Durban położony nad Oceanem Indyjskim, St.Lucia i wszystkie możliwe atrakcje jakie mogliśmy zaliczyć w tym rejonie.

Johannesburg jak zwykle powitał nas piękna pogodą. Szybka odprawa i już witamy się z Gosią.Zaczyna się przygoda. Hotel, kąpiel i wyruszamy do miasta. Nie potrafimy odmówić sobie przyjemności zajrzenia do jednej z galerii. Na dziedzińcu stoi olbrzymi pomnik Nelsona Mandeli. Pamiątkowe zdjęcie i szał zakupów. Wszystko jest piękne, egzotyczne i w dodatku w atrakcyjnych cenach. Kolacja w Monte Casino, spotkanie z Przyjaciólmi. Tak mija nam pierwszy dzień.

Jadąc do Ukutuli – Instytutu Hodowli Lwów - po drodze zwiedzamy Obelisk Pierwszych Emigrantów w Pretorii. Podjeżdżamy pod Parlament, zwiedzamy ogrody, w których przyroda dopiero budzi się do życia. Pretoria powitała nas pięknie kwitnącymi na fioletowo dżakarandami - były wszędzie. Jedne drzewa dopiero rozkwitały, pod innymi ścieliły się fioletowe dywany opadłych płatków. Tak też to miasto będę pamiętała. Nie budynki ,które są piękne i nowoczesne ,nie kolorowa ulica ,ale dżakarandy.