PL EN

Kwa Zulu Natal…16 dni w RPA - część 2

Kolejny punkt naszej wyprawy to Ukutula. To jedyne miejsce do którego chciałam powrócić. Dwugodzinny spacer z lwami do buszu, zabawa z małymi lewkami i trochę starszymi był prawdziwą frajdą. Mamy niepowtarzalną okazję zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia z tymi cudownymi zwierzętami. W drodze do Durbanu zbaczamy do buddyjskiej światyni, której kolorowy widok przyciągał wzrok. I to są uroki wyjazdów prywatnych w kameralnym gronie. Ważne tylko, aby towarzystwo było odpowiednio dobrane i zabawa murowana. Zawsze można coś zmienić, coś dodać bo tak naprawdę obowiązuje jedynie dojazd na nocleg.

Przemierzając ten piękny kraj z okien samochodu obserwujemy zmieniający się krajobraz i kolorystykę roślinności, obserwujemy miejscową ludność, robimy zdjęcia. Miejscami jest już bardziej zielono, gdzie indziej jest uboższa kolorystyka. To wiosna i pogoda też była zmienna. - podobnie jak w Polsce. Nocujemy w fantastycznym ośrodku Catedral Peak. Rano wypad w góry, a następnie kierunek Durban, gdzie śpimy w pięknym hotelu Sibaya leżącym około 4km od oceanu. Ocean widzieliśmy z okien hotelu otoczonego palmami, kaktusami i kolorowymi kwiatami. W salonie Spa za bambusowymi parawanami przebrane w cieplutkie frotowe twarzowe szlafroki zaliczamy masaż stóp wykonany przez wyspecjalizowane afrykańskie dziewczyny. Ja po takim zabiegu poczułam się jak „młody bóg”. Potem czekała nas kolacja w jednej z restauracji w stylowym budynku z kasynem. Menu jest bogate,trudno się na coś zdecydować. Kolejny dzień za nami. W Durbanie w oceanarium – dno statku przerobione na potężne akwarium morskie. Mamy możliwość podglądania rekinów, płaszczek i innych przeróżnych kolorowych osobników zamieszkujących Ocean Indyjski - to robi wrażenie. Jest ciepło, ale niebo szare, słońca brak. W delfinarium obserwujemy ciekawy pokaz delfinów.. Najstarszy 40-letni delfin z radością prezentuje swoje umiejętności.