PL EN

Kwa Zulu Natal…16 dni w RPA - część 4


Ocean Indyjski, plaża pełna uciekających spod nóg krabów, zaczyna się odpływ. Kapiemy się, jest super. W kraju jesień a my mamy kąpiel w Oceanie na drugiej półkuli. Niestety pogoda wszędzie zmienna jest. Zaczęło padać i oglądanie rybek w zatoczkach w deszczu odpada. I znowu zmiana planów. Przenosimy się do niesamowitego miejsca Bush Logia - 4 domki na 8 osób zlokalizowane głęboko w buszu. Jesteśmy jedynymi gośćmi, że nie ma zamków - niczego się nie zamyka. Jedynymi złodziejami są małpy sympatyczne welvety. Rano siedzą na gałęziach w odległości 1,5 m od naszych okien i z ciekawością się nam przyglądają z nadzieją, że może ktoś zapomni zamknąć okno lub drzwi. Do cywilizacji ponad 40 km. Światło z generatora. Poniżej roztacza się jezioro. Rodzina hipciów rozciągnięta teraz na plaży rano robi nam pobudkę. Podziwiamy przeróżne kolorowe ptaszki.

Teraz zaczyna się prawdziwa przygoda. Spotykamy mnóstwo zwierząt zamieszkujących tamte strony. Chcemy zaliczyć całą "Wielką piątkę". Pasące się stado bawołów, nosorożce na poboczu czy świnka maszerująca środkiem drogi to okazja do zdjęć. Krajobraz też przyciąga wzrok. Z jednej strony drogi jaką przebywamy znajdują sięogromne połacie zielonej już trawy, z drugiej tylko gdzie niegdzie nieśmiało zaczynają pokazywać się kępki świeżej roślinności. Tak samo wygladają akacje -nieodzowny element tego krajobrazu. Tu w RPA wiosna nadchodzi dużymi krokami. W Leopardzie i Mowenie jest już zielono. To tutaj spotykamy całą Big Five. To tu wczesnym rankiem i popołudniamy wyruszamy na safari. Każde inne, każde niepowtarzalne. To tu podglądamy zwierzęta przychodzące do wodopoju .To wielka loteria, nigdy nie wiadomo czy i co przyjdzie. Zawsze serce zaczyna mocniej bić na widok zbliżającej się antylopy, świnki czy nawet pary ptaków.

Przejeżdżając jeszcze o tej porze roku przez suche koryto rzeki podziwimy ogromnych rozmiarów i kształtów drzewa gorączkowe. Mamy też niepowtarzalną okazję wziąć do ręki owoc drzewa kiełbasianego. Słonie, żyrafy, bawoły, nosorożce, zebry, lwy i wiele innych zwierzaków spotykamy na naszych wyprawach w busz. Niejednokrotnie pojawiają się przed maską naszego samochodu. Gdyby wyciągnąć rękę można by dotknąć mijającego nas zwierzaka. My z zapartym tchem wstrzymując oddech przeżywamy te spotkania i tylko aparaty mają co robić. Spotykamy Rambo, który wiele lat temu uniknął śmierci, wychowany został przez ludzi, których traktuje jak swoje stado. Teraz Rambo - dorosły olbrzymi słoń - przyprowadza swoją rodzinę: słonicę Rachelę i czteroletniego synka Jambolaya. Możliwość podejścia do tego ogromnego zwierzęcia, możliwość karmienia go z ręki, przytulenia się do niego , dotknięcia serca - cóż to dopiero za przeżycie. Oczywiście pozostają pamiątkowe zdjęcia z tego spotkania.

Możnaby jeszcze pisać i pisać, ale każdego kto lubi przygodę zachęcam do poznania tego wspaniałego kraju i przeżycia własnych przygód zgodnie z tym, jaki będzie plan podróży. Bo taki plan układamy sobie sami. Jestem niezmiernie wdzięczna Gosi za stworzenie nam możliwości poznania tego fantastycznego kraju z jego przyrodą, historią i ludźmi.

Irena Krasińska 30.11.2014